Moja lista blogów

czwartek, 12 września 2013

Multifunkcyjny krem "multi-ściemą"?





Po dość długich testach i licznych wątpliwościach chciałabym przedstawić moją recenzję produktów Lirene z linii multifunkcyjnych kremów. Wszystko to za sprawą wygranej w konkursie organizowanym przez SZKATUŁKĘ i sponsorów z firmy Lirene. 


W skład zestawu, który otrzymałam wchodziło:


  •          krem na noc

  •          krem na dzień

  •          krem BB


 



Zaczynając od końca, czyli od kremu BB muszę zwrócić uwagę na pewną nieścisłość producenta. Z jednej strony produkt ten powinien matować i zarazem rozświetlać. Wydaje się to niemożliwe? Niestety tak, a co gorsza nie posiadał żadnej z dwóch wymienionych właściwości. Po rzekomo matowej skórze nie pozostawiał żadnego śladu i nadmiar sebum widoczny był już po kilku minutach od nałożenia (czyżby o takie rozświetlenie chodziło?). Pod obietnicą, iż może on być stosowany jako lekki podkład nie kryje się absolutnie nic, chociaż zależy co można rozumieć pod tą definicją. Wielkim minusem jest fakt, iż krem posiada tylko jeden wariant kolorystyczny, co powoduje, że staje się osiągalny dla raczej nielicznej grupy konsumentów. Generalnie nadaje się on dla osób, które charakteryzują się cerą bez niedoskonałości i nie mają do ukrycia absolutnie nic, chociaż można obawiać się, że po jego stosowaniu ów niedoskonałości wyłonią się jak grzyby po deszczu (co u mnie miało miejsce) i tu już zaczyna się problem… Główną cechą kremów BB jest filtr słoneczny (minimum 15 SPF), lecz niestety w nim go nie znajdziecie. Z tego powodu nie jest on dobry do stosowania w letnie dni, natomiast chociażby z przyczyn kolorystycznych nie wiem czy nadawałby się na zimę (przy czym nawet w tym okresie powinniśmy chronić twarz przed słońcem). Jednak największym zarzutem jest skład, gdzie możemy znaleźć m.in. Alcohol Denat., co chyba komentarza już nie wymaga.



Z kremem na dzień niestety też za bardzo się nie polubułam. Na czele wysuwa się znów wiele obietnic bez pokrycia. Opis na opakowaniu zapewnia nas że krem ten: nawilża, matuje, łagodzi i chroni przed promieniami UV. Jeżeli chodzi o ostatni punkt, to SPF 10 jest stanowczo zbyt niskim filtrem, żeby skutecznie zapobiec podrażnieniom słonecznym, szczególnie podczas lata. Po nieudanym stosowaniu kremu BB zastanawiam się co producent ma na myśli zapewniając nas, że produkt „matuje”. Nadmiar sebum aż kipiał na mojej twarzy, a ja – pozostawiona z tym kremem, miałam niestety związane ręce.  „100% optymalne nawilżenie” to niestety znowu chwyt marketingowy, a fakt, że krem „poprawia elastyczność w 93% przypadków” jest raczej dużym naciąganiem prawdy. Odnosząc się do dwóch ostatnich zdań znajdujących się  z boku pudełka – nie wchłania się szybko, pozostawia tłuste miejsca i nie, nie jest idealny pod makijaż.



Krem na noc, mimo iż nadaje się najbardziej do nawilżania skóry bardzo suchej (chociaż na opakowaniu znajdziemy wzmiankę, że przeznaczony jest dla wszystkich typów cery), spośród tych trzech kosmetyków tylko ten nie pozostawił po sobie niemiłego wspomnienia. Niestety nie wygładził i nie odżywił, ale dość fajnie nawilżył moją skórę (chociaż jeśli spojrzeć podejrzliwym wzrokiem, to można zastanowić się, czy jest to kwestią kremu czy spokojnego snu). Jest on dość tłusty, co spowodowało, że zatkane pory dały się we znaki już po kilku zastosowaniach, jednakże mnie niestety prawie wszystko „zapycha”, więc nie przejęłam się tym tak bardzo.



Podsumowując…

Wszystkie trzy kremy nie wywarły niestety na mnie żadnego pozytywnego wrażenia. Milion właściwości i obietnic może i jest dobrą reklamą, ale jakże wielkie rozczarowanie przynosi sama kuracja. Uważam, że producent powinien postawić na jedną, góra dwie główne zalety i skupić się wyłącznie na nich. Obiecywanie gruszek na wierzbie powoduje tylko niesmak wśród konsumentów i poczucie straconych pieniędzy. Co do samych kosztów, to fakt – nie jest to drogi krem i właśnie z tego powodu nie czuję się aż tak bardzo zawiedziona, ale nauczona różnymi przypadkami, że czasami tani kosmetyk też jest dobry, wiem, że można to osiągnąć. Czy polecam? Osobom, które chcą naprawdę poprawić swój wygląd, nawilżenie, elastyczność, itp. zdecydowanie nie, tak samo nie zachęciłabym osób które nie posiadają zaskórniaków i innych problemów natury dermatologicznej, gdyż po stosowaniu taki problem może się pojawić. Jeżeli natomiast ktoś kupuje tylko po to, żeby coś kupić to czemu nie; przynajmniej nie straci majątku.



Pomimo wielu negatywnych uwag chciałabym serdecznie podziękować za możliwość wypróbowania tych produktów, gdyż sama mogłam się przekonać o ich działaniu i korzystając z okazji podzielić się moimi wątpliwościami zarówno z innymi konsumentami, jak i twórcami kosmetyków. Moja recenzja nie jest nacechowana negatywnymi odczuciami co do samej firmy i nie ma też na celu nikogo obrazić. Powyższe opinie są wyłącznie mojego autorstwa i nie oznacza to, że dla wszystkich gama ta będzie nieodpowiednia.